czwartek, 20 marca 2014

500 porcelanowych twarzy Fornasetti



Artysta z Mediolanu, który z tym wspaniałym, włoskim miastem połączył wszystkie należące do niego przymioty. Jakie? Otóż z pewnością sztukę, modę, operę, a to zamknąwszy w wysmakowanym dizajnie. 
W latach 1913-1988 spędził tam większość swojego życia, jako malarz, rzeźbiarz, architekt wnętrz. 
Zasłynął z ponad 11 tysięcy projektów, na których w większości widnieje wizerunek jednej kobiety - sopranistki Liny Cavalieri. Podobno zobaczył 
ją raz w życiu, w XIX wiecznym magazynie. Dlaczego stworzył ponad 500 wariacji jej twarzy? Stwierdził, że kiedy zaczął , nie mógł już przestać. 
Z pewnością romantyzm tej historii przyczynia się również do sukcesu marketingowego przedmiotów wnętrzarskich sygnowanych marką Fornasetti.
Hipnotyzujące spojrzenie bohaterki, niekiedy zawadiackiej z wystawionym językiem, czy mrugnięciem oka. W rozmaitych scenach, minach, odgrywa rolę kurtyzany, wenecjanki, czy clowna. Zdobi dzisiaj wnętrza mieszczańskich loftów i rezydencji.





Paradoks sukcesu artysty polega na tym, że nie chciał tworzyć żadnej znanej marki, dla której kupowano by jego dzieła. Uważał, że w chwili, gdy się tak stanie, przestanie tworzyć "sztukę dla sztuki". Unikał wszelkiego zaszufladkowania, nawet w kwestii swojej narodowości. Twierdził, że bycie Włochem oznacza przypisanie do pewnego regionu. 
Jeśli tylko ktoś zagłębiał się w historię Włoch, ten doskonale wie, 
że od długiego czasu, a już szczególnie w Renesansie, kraj ten borykał się 
z brakiem poczucia narodowości. O tym pisał chociażby Machiavelli 
w "Księciu". Podział Italii na miasta - państwa i wojny między nimi doprowadziły do regionalizacji, dającej się odczuć do dzisiaj. Rozbieżność jest między północą, a południem. Każde z miast odczuwa swoją autonomię 
i ma pewną własną kulturę łącznie z charakterystycznym dialektem językowym. 
Chcąć nie chcąć Piero stał się dla Włochów niemalże bohaterem narodowym.





Wizerunki jego projektów to także nutka surrealizmu, w której dostrzeżemy interpretacje snów. Oprócz Liny Cavalieri zobaczyć można symbole słońca 
i księżyca, fasady renesansowych budowli, czy karty tarota.









Dzisiaj dorobek Piero Fornasettiego kontytuuje syn Barnaba Fornasetti. Dbając aby zachować dawny kunszt i rzemiosło. Wszystko jest wykonane ręcznie i ma stanowić swoisty przedmiot pożądania.

Spotkałam się w pracy ze świecami tej marki. Są faktycznie zachwycające. Palą się około 80 godzin. Nuty zapachowe są nieco delikatniejsze 
we "Florze" (bluszcz, konwalia, irys, jaśmin, tuberoza, drewno sandałowe, piżmo, płatki kwiatów pomarańczy). Natomiast "Burlesque", "Architettura" 
i "Silencio" mają nieco bardziej kadzidlaną i śmiało rzeknę -  uniseksową nutę (tymianek, lawenda, cedr, korzeń irysa, balsam tolu, kadzidło, brzoza, styrak, labdanum). Po właściwym wypaleniu świecy można ceramiczny pojemnik wykorzystać wedle swojego uznania. 




W ofercie znajdziemy szeroką gamę pięknych przedmiotów.
Tapety produkuje prestiżowa marka Cole&Sun. Od 1953roku wydawane są albumy. Porcelana zaś w formie: talerzy, filiżanek, kubków, stolików, lamp, powstaje kooperując ze znamymi firmami; takimi jak: Rosenthal, Ceramica Bardelli. Bitossi, Kartell. Wszystko to w stonowanej graficznej formie ilustrowanej czernią i bielą. Magiczny i unikalny sposób jest rozpoznawalny gołym okiem dla marki Fornasetti. Kiedy znajdziemy się w ich posiadaniu, 
z pewnością możemy podnieść swoją wartość moralną wydając o sobie świadectwo dobrego gustu. :)

Warto odwiedzić pięknie zaprojektowaną (samą w sobie) stronę oficjalną www.fornasetti.com

Przedmioty dostępne w sprzedaży, w Concept Storach na całym świecie:

www.10corsocomo.com

www.hornandmore.pl

www.serie-noire.fr

www.farfetch.com


wtorek, 11 marca 2014

Buduar - bielizna kusicielki


Jestem coraz większą amatorką bielizny i jej poszukiwaniom poświęcam sporo czasu. Na pewno ma to związek z moim wielkim zamiłowaniem do koronek, które staram się przemycać również w ubiorze codziennym.
Żałuję, że pomimo czasów o dużej dostępności towaru, wiele kobiet nie przykłada do bielizny zbyt dużej wagi. Zadowalając się paczką bawełnianych majtek z sieciówki. Często z odstraszającym i infantylnym wizerunkiem pieska Snoopy, czy kotka Hello Kitty. 
Bielizna buduje cały strój. Z taką teorią pewnie zetknęliście się 
w programach life-stylowych prowadzonych przez Goka Wan albo Trinny 
i Susannah. Nie zapominajcie, że pełni też funkcję psychologiczną. Ważniejsze jest to czego nie widać, ponieważ wpływa to na samopoczucie,
a na nim zaś opiera się cały seksapil. 



Jakiś czas temu nastąpiła w mediach propaganda tzw. brafittingu. Pojawił się równocześnie zawód brafittera, czyli osoby profesjonalnie dobierającej rozmiar biustonosza. Odpowiednik dawnej gorseciarki.
Profesja przydatna, szczególnie dla Pań wyposażonych w większy rozmiar niż "średnia krajowa". Ja akurat wpisuję się, w tej kwestii, w standardy. 
Za namową znajomych, jak i przeczytanych artykułów w publikacjach kobiecych, udałam się na ulicę Koszykową do sklepu "Dopasowana". Zmierzono mnie i przypisano rozmiar 70D- 65DD.  Był tam jednak mały wybór i kazano mi czekać kilka dni, do tygodnia, na biustonosz, który by na mnie pasował. 
Nie jest to wybitnie nietypowy rozmiar, to też z braku czasu i cierpliwości poszłam dalej. 
W podziemiach metra centrum mieści się sklep z bielizną "Lady's Place". Oceniam go bardzo pozytywnie, pod względem obsługi jak i asortymentu. Znajdziemy tam wiodące marki tj. Panache, Masquarade, Freya, czy tańsze odpowiedniki - w granicach 150zł za biustonosz, np. Dalia. Wyszłam z dwoma modelami push-upów. 
Mimo to szaleństwa nie ma, klasyka gatunku.

Dla bardziej wysmakowanych gustów warto zwrócić się w stronę ośrodka mody bieliźnianej, czyli Francji. Wiele znajdziecie na stronie:
www.bielizna-francuska.pl
Natomiast w swojej pracy spotkałam się bliżej ze znakomitą marką Chantal Thomass. Przybliżając temat, projektantka ta jest rzeczywiście postacią kultową i owianą legendą. To za sprawą przeniesienia bielizny w 1975r. 
do rangi równie ważnej w budowaniu wizerunku, co inne części garderoby, 
jak buty, czy torebka. 
Samą siebie traktuje z dystansem. Jej propozycje są awangardowe, przez 
co swoje klientki pragnie zamienić w obiekt pożądania. Podoba mi się to zachęcanie do zabawy i traktowanie seksapilu z dowcipem. W końcu na tym 
się opiera cała kultura vaudeville czy obecnej burleski.
Chantal mówi, że bielizna jest najlepszą przyjaciółką kobiety, ponieważ towarzyszy nam całą dobę.
Faktycznie mamy w tym wypadku do czynienia z towarem z górnej półki. Luksusowa forma i wykonanie na najwyższym poziomie przez najdrobniejszy szczegół wykończenia. W Polsce wybór jest dość mały, znacznie więcej, 
jak zwykle oferuje internet. Polecam stronę www.pleasurements.com 
mają szerszą ofertę i prowadzą wysyłkę międzynarodową.
Chantal Thomass znajdziemy też na wieszakach stacjonarnie, obok Chantelle oraz ID Sarrieri , na ul. Wilczej 11 w butiku Boudoir26.



Nie da się pominąć w kwestii ikony, jaką jest Dita Von Teese. Od pewnego czasu tworzy własną linię bielizny pod marką "Von Follies by Dita Von Teese". Czego można by się tutaj spodziewać jak nie vintage?
Wiele projektów bardzo mi się podoba, ale szczerze mówiąc miałam większe oczekiwania. Sporo z nich trąci banałem i jedynie podpisuje się pod duże nazwisko. Jakby ktoś był zainteresowany można nabyć w www.asos.com 

Zachwycona natomiast jestem od dawna marką La Perla. Prawdziwy luksus 
z Włoch. W tym przypadku mówimy o bieliźnie stricte modowej. Czyli przeznaczonej dla kobiet, których sylwetka pozwala nosić biustonosz dla ozdoby bez funkcji praktycznej. Oferta obejmuje niemal wszystko: gorsety, pasy do pończoch, koszule nocne itd.
Uwielbiam ich kampanie reklamowe. Jako ciekawostkę dodam, że w roku 2005 został wydany trzyczęściowy album, pod nazwą "La Perla Private Show". Znajdziemy w nim zmysłową muzykę w stylu lounge,  chill out 
z wyraźnym włoskim akcentem. Oczywiście go posiadam i od dawna umilam nim sobie czas spędzony w wannie podczas kąpieli :)



W podobnym klimacie, tyle że wprost z Wielkiej Brytanii jest 
"Agent Provocateur". Marka zdobyła wiele wielbicieli na całym świecie, również, wspomnianą wcześniej, Ditę Von Teese. Możecie ich znać także za sprawą perfum. Założycielem jest syn Vivienne Westwood - Joseph Corres oraz jego ówczesna żona Serena Ross.
To istny buduar kusicielki. Koronki, na których widok sama mdleję. Cudowne hafty, najlepsze tkaniny, także sporo śmiałości. Wszystko to jednak 
bez wulgaryzmu i w najlepszym guście. 
Znajdziecie stacjonarny sklep w Warszawie na ul. Mokotowskiej 59.

W tym temacie zabiorę jeszcze głos. 
A tymczasem, czy Wy polecacie jakieś ciekawe marki bieliźniane?