sobota, 13 września 2014

OMG I'm so retro! Styl Vintage - krok po kroku. Cz.1


Na co zwracać uwagę kupując w second handach?

Prędzej czy później każdy miłośnik Vintage trafi do sklepów typu "second hand". Czy to z powodu poszukiwań prawdziwych oryginalnych perełek, czy zwyczajnie w pogoni za tzw. budżetówką.
Brzmi dobrze, ale okazji nie ma.



Otóż, aby nie zawalić swojej szafy bezużytecznymi szmatami, które "mogą się przydać" - przecież są w tak niskiej cenie. A po podsumowaniu kolejnych badziewi "po domu" moglibyśmy zainwestować w pełnowartościową rzecz z nowej kolekcji.
Dlatego, (jak we wszystkim) warto wziąć kilka głębokich oddechów i mieć świadomość pewnych przeszkód, które się pojawią. Powtarzam je sobie jak mantrę zanim wpadnę w zakupowy szał. 
To w takim razie, co do nich należy?




Szmaty, to szmaty. Po co poszerzać kolekcję spranych basic-ów rozsypujących się nam 
w rękach wmawiając sobie: "przecież -destroyed- jest w modzie"? Dwa razy zrobimy w nich kompleksowe porządki, a później same będą służyły, jako ścierka do podłogi.

Bawełna, bielizna powinna być nowa!  O! "Ameryka w puszce" ,chyba, że chodzi o retro, a to inny temat.
Kolejna rzecz to 100% poliester. Czytajmy proszę skład tkaniny na metkach. Oczywiście, jeśli nie chcemy swoim zapachem zabijać innych w komunikacji miejskiej, albo spłonąć żywcem piekąc kiełbaskę przy grillu. 
Tkaniny naturalne,  które jeszcze przetrwają wiele lat, lub w ogóle są "niezniszczalne". Zupełnie jak moja kolekcja swetrów z szetlandzkiej wełny pochodzącą z lat 80. Już takich nie produkują, niegdyś były dostępne jedynie w Pewexach. <3



Kolejna rzecz - rozmiar jest kluczowy. Z drugiej ręki nie dostaniemy pełnej rozmiarówki, dlatego szczególnie zwracamy uwagę na wymiary. Oversize to opcja jedynie dla chudzielców.
Trzeba zatem mieć na uwadze poprawki krawieckie, te trochę kosztują. Wyliczmy, czy nam się wszystko razem opłaca, jest to zwykle kwestia bardzo indywidualna. 
Można też wziąć sprawę w swoje ręce i zainwestować w maszynę do szycia...  Jestem szczęściarą, gdyż zajmuje się tym moja mama. Zainspirowana szyciem przez swoją teściową,a moją Śp. babcię  - niegdysiejszą konstruktorkę odzieży. Tak, babcia Kazimiera uszyła własnoręcznie mundur oficerski dziadkowi. Szczena opadła? Trudno to sobie teraz wyobrazić.
Zatem kochana mama zajmuje się skracaniem, zwężaniem itd. Ma zresztą w tym wybitny dryg, bo pochodzi z czasów, kiedy trzeba było nieźle się nakombinować, aby dobrze się ubrać.
Wypada mieć trochę fantazji i polotu. Niekiedy niewiele potrzeba, aby fason stał się odpowiedni dla nas. Pasek w talii rozwiązuje wiele problemów. Można doszyć kokardkę, wymienić guziki, poprawić niemodny kołnierz i wychodzi z tego - żyleta.
A czasami lepiej coś uszyć od nowa, niż przeprowadzać gruntowne zmiany. Zatem zastanówmy się, czy warto. Obowiązują te same zasady, co przy każdym "smart shopping", albo zwyczajnie 
"being smart". 

Zapraszam na ciąg dalszy. :)




czwartek, 20 marca 2014

500 porcelanowych twarzy Fornasetti



Artysta z Mediolanu, który z tym wspaniałym, włoskim miastem połączył wszystkie należące do niego przymioty. Jakie? Otóż z pewnością sztukę, modę, operę, a to zamknąwszy w wysmakowanym dizajnie. 
W latach 1913-1988 spędził tam większość swojego życia, jako malarz, rzeźbiarz, architekt wnętrz. 
Zasłynął z ponad 11 tysięcy projektów, na których w większości widnieje wizerunek jednej kobiety - sopranistki Liny Cavalieri. Podobno zobaczył 
ją raz w życiu, w XIX wiecznym magazynie. Dlaczego stworzył ponad 500 wariacji jej twarzy? Stwierdził, że kiedy zaczął , nie mógł już przestać. 
Z pewnością romantyzm tej historii przyczynia się również do sukcesu marketingowego przedmiotów wnętrzarskich sygnowanych marką Fornasetti.
Hipnotyzujące spojrzenie bohaterki, niekiedy zawadiackiej z wystawionym językiem, czy mrugnięciem oka. W rozmaitych scenach, minach, odgrywa rolę kurtyzany, wenecjanki, czy clowna. Zdobi dzisiaj wnętrza mieszczańskich loftów i rezydencji.





Paradoks sukcesu artysty polega na tym, że nie chciał tworzyć żadnej znanej marki, dla której kupowano by jego dzieła. Uważał, że w chwili, gdy się tak stanie, przestanie tworzyć "sztukę dla sztuki". Unikał wszelkiego zaszufladkowania, nawet w kwestii swojej narodowości. Twierdził, że bycie Włochem oznacza przypisanie do pewnego regionu. 
Jeśli tylko ktoś zagłębiał się w historię Włoch, ten doskonale wie, 
że od długiego czasu, a już szczególnie w Renesansie, kraj ten borykał się 
z brakiem poczucia narodowości. O tym pisał chociażby Machiavelli 
w "Księciu". Podział Italii na miasta - państwa i wojny między nimi doprowadziły do regionalizacji, dającej się odczuć do dzisiaj. Rozbieżność jest między północą, a południem. Każde z miast odczuwa swoją autonomię 
i ma pewną własną kulturę łącznie z charakterystycznym dialektem językowym. 
Chcąć nie chcąć Piero stał się dla Włochów niemalże bohaterem narodowym.





Wizerunki jego projektów to także nutka surrealizmu, w której dostrzeżemy interpretacje snów. Oprócz Liny Cavalieri zobaczyć można symbole słońca 
i księżyca, fasady renesansowych budowli, czy karty tarota.









Dzisiaj dorobek Piero Fornasettiego kontytuuje syn Barnaba Fornasetti. Dbając aby zachować dawny kunszt i rzemiosło. Wszystko jest wykonane ręcznie i ma stanowić swoisty przedmiot pożądania.

Spotkałam się w pracy ze świecami tej marki. Są faktycznie zachwycające. Palą się około 80 godzin. Nuty zapachowe są nieco delikatniejsze 
we "Florze" (bluszcz, konwalia, irys, jaśmin, tuberoza, drewno sandałowe, piżmo, płatki kwiatów pomarańczy). Natomiast "Burlesque", "Architettura" 
i "Silencio" mają nieco bardziej kadzidlaną i śmiało rzeknę -  uniseksową nutę (tymianek, lawenda, cedr, korzeń irysa, balsam tolu, kadzidło, brzoza, styrak, labdanum). Po właściwym wypaleniu świecy można ceramiczny pojemnik wykorzystać wedle swojego uznania. 




W ofercie znajdziemy szeroką gamę pięknych przedmiotów.
Tapety produkuje prestiżowa marka Cole&Sun. Od 1953roku wydawane są albumy. Porcelana zaś w formie: talerzy, filiżanek, kubków, stolików, lamp, powstaje kooperując ze znamymi firmami; takimi jak: Rosenthal, Ceramica Bardelli. Bitossi, Kartell. Wszystko to w stonowanej graficznej formie ilustrowanej czernią i bielą. Magiczny i unikalny sposób jest rozpoznawalny gołym okiem dla marki Fornasetti. Kiedy znajdziemy się w ich posiadaniu, 
z pewnością możemy podnieść swoją wartość moralną wydając o sobie świadectwo dobrego gustu. :)

Warto odwiedzić pięknie zaprojektowaną (samą w sobie) stronę oficjalną www.fornasetti.com

Przedmioty dostępne w sprzedaży, w Concept Storach na całym świecie:

www.10corsocomo.com

www.hornandmore.pl

www.serie-noire.fr

www.farfetch.com


wtorek, 11 marca 2014

Buduar - bielizna kusicielki


Jestem coraz większą amatorką bielizny i jej poszukiwaniom poświęcam sporo czasu. Na pewno ma to związek z moim wielkim zamiłowaniem do koronek, które staram się przemycać również w ubiorze codziennym.
Żałuję, że pomimo czasów o dużej dostępności towaru, wiele kobiet nie przykłada do bielizny zbyt dużej wagi. Zadowalając się paczką bawełnianych majtek z sieciówki. Często z odstraszającym i infantylnym wizerunkiem pieska Snoopy, czy kotka Hello Kitty. 
Bielizna buduje cały strój. Z taką teorią pewnie zetknęliście się 
w programach life-stylowych prowadzonych przez Goka Wan albo Trinny 
i Susannah. Nie zapominajcie, że pełni też funkcję psychologiczną. Ważniejsze jest to czego nie widać, ponieważ wpływa to na samopoczucie,
a na nim zaś opiera się cały seksapil. 



Jakiś czas temu nastąpiła w mediach propaganda tzw. brafittingu. Pojawił się równocześnie zawód brafittera, czyli osoby profesjonalnie dobierającej rozmiar biustonosza. Odpowiednik dawnej gorseciarki.
Profesja przydatna, szczególnie dla Pań wyposażonych w większy rozmiar niż "średnia krajowa". Ja akurat wpisuję się, w tej kwestii, w standardy. 
Za namową znajomych, jak i przeczytanych artykułów w publikacjach kobiecych, udałam się na ulicę Koszykową do sklepu "Dopasowana". Zmierzono mnie i przypisano rozmiar 70D- 65DD.  Był tam jednak mały wybór i kazano mi czekać kilka dni, do tygodnia, na biustonosz, który by na mnie pasował. 
Nie jest to wybitnie nietypowy rozmiar, to też z braku czasu i cierpliwości poszłam dalej. 
W podziemiach metra centrum mieści się sklep z bielizną "Lady's Place". Oceniam go bardzo pozytywnie, pod względem obsługi jak i asortymentu. Znajdziemy tam wiodące marki tj. Panache, Masquarade, Freya, czy tańsze odpowiedniki - w granicach 150zł za biustonosz, np. Dalia. Wyszłam z dwoma modelami push-upów. 
Mimo to szaleństwa nie ma, klasyka gatunku.

Dla bardziej wysmakowanych gustów warto zwrócić się w stronę ośrodka mody bieliźnianej, czyli Francji. Wiele znajdziecie na stronie:
www.bielizna-francuska.pl
Natomiast w swojej pracy spotkałam się bliżej ze znakomitą marką Chantal Thomass. Przybliżając temat, projektantka ta jest rzeczywiście postacią kultową i owianą legendą. To za sprawą przeniesienia bielizny w 1975r. 
do rangi równie ważnej w budowaniu wizerunku, co inne części garderoby, 
jak buty, czy torebka. 
Samą siebie traktuje z dystansem. Jej propozycje są awangardowe, przez 
co swoje klientki pragnie zamienić w obiekt pożądania. Podoba mi się to zachęcanie do zabawy i traktowanie seksapilu z dowcipem. W końcu na tym 
się opiera cała kultura vaudeville czy obecnej burleski.
Chantal mówi, że bielizna jest najlepszą przyjaciółką kobiety, ponieważ towarzyszy nam całą dobę.
Faktycznie mamy w tym wypadku do czynienia z towarem z górnej półki. Luksusowa forma i wykonanie na najwyższym poziomie przez najdrobniejszy szczegół wykończenia. W Polsce wybór jest dość mały, znacznie więcej, 
jak zwykle oferuje internet. Polecam stronę www.pleasurements.com 
mają szerszą ofertę i prowadzą wysyłkę międzynarodową.
Chantal Thomass znajdziemy też na wieszakach stacjonarnie, obok Chantelle oraz ID Sarrieri , na ul. Wilczej 11 w butiku Boudoir26.



Nie da się pominąć w kwestii ikony, jaką jest Dita Von Teese. Od pewnego czasu tworzy własną linię bielizny pod marką "Von Follies by Dita Von Teese". Czego można by się tutaj spodziewać jak nie vintage?
Wiele projektów bardzo mi się podoba, ale szczerze mówiąc miałam większe oczekiwania. Sporo z nich trąci banałem i jedynie podpisuje się pod duże nazwisko. Jakby ktoś był zainteresowany można nabyć w www.asos.com 

Zachwycona natomiast jestem od dawna marką La Perla. Prawdziwy luksus 
z Włoch. W tym przypadku mówimy o bieliźnie stricte modowej. Czyli przeznaczonej dla kobiet, których sylwetka pozwala nosić biustonosz dla ozdoby bez funkcji praktycznej. Oferta obejmuje niemal wszystko: gorsety, pasy do pończoch, koszule nocne itd.
Uwielbiam ich kampanie reklamowe. Jako ciekawostkę dodam, że w roku 2005 został wydany trzyczęściowy album, pod nazwą "La Perla Private Show". Znajdziemy w nim zmysłową muzykę w stylu lounge,  chill out 
z wyraźnym włoskim akcentem. Oczywiście go posiadam i od dawna umilam nim sobie czas spędzony w wannie podczas kąpieli :)



W podobnym klimacie, tyle że wprost z Wielkiej Brytanii jest 
"Agent Provocateur". Marka zdobyła wiele wielbicieli na całym świecie, również, wspomnianą wcześniej, Ditę Von Teese. Możecie ich znać także za sprawą perfum. Założycielem jest syn Vivienne Westwood - Joseph Corres oraz jego ówczesna żona Serena Ross.
To istny buduar kusicielki. Koronki, na których widok sama mdleję. Cudowne hafty, najlepsze tkaniny, także sporo śmiałości. Wszystko to jednak 
bez wulgaryzmu i w najlepszym guście. 
Znajdziecie stacjonarny sklep w Warszawie na ul. Mokotowskiej 59.

W tym temacie zabiorę jeszcze głos. 
A tymczasem, czy Wy polecacie jakieś ciekawe marki bieliźniane?

środa, 29 stycznia 2014

Zimowo, Park Saski

Warunki pogodowe może nie ekstremalne, ale na pewno mało sprzyjające do zdjęć. Nosy zamarzają, miny dziwne sobie stroję, a włosy lepią mi się do ust. ;)
Rozgrzewam się za to kawą, którą wszędzie noszę w swoim termo-kubku. W samochodzie przewraca mi się o 180 stopni i po raz pierwszy nie mam całej zawartości napoju na szybie :D
Zima nie jest moją ulubioną porą roku i kojarzy mi się z nastawieniem na przetrwanie. Wyostrza charakter i uodparnia. Wiadomo jednak, że nastać musi i przeminąć na szczęście też. 
Najładniej wygląda przez okno ;)

na sobie mam:

kurtka/coat H&M
torba/bag ZARA

Gdzieś od spodu płaszcza fruwa mi sukienka/dress od Jakub Pieczarkowski, której nie ośmieliłam się pokazać w całej okazałości ryzykując zapaleniem płuc :P
Przyjdzie na nią okazja, szybciej niż później.

Całuję Was ciepło!

















czwartek, 16 stycznia 2014

Warszawska Dolina Szwajcarska

W tej części Śródmieścia bywam często. Służbowo, jak i prywatnie. ;)
Po pierwsze jest to piękna okolica na zachodnim poziomie. To za sprawą pobliskiej ambasady,
jak i kawiarni, restauracji oraz najlepszych butików w Stolicy. Bywają tu ludzie zamożni, lancze jadają biznesmeni, a wzdłuż samej ulicy Mokotowskiej i Koszykowej znajdziemy przedmioty pożądania do wnętrz, szafy oraz urody. Te od polskich, jak i zagranicznych projektantów. Nieraz można też spotkać wycieczki francuzów, Brytyjczyków i innych wymagających klientów
na zakupach.
Może brzmi snobistycznie, ale poza restauracją Flaming nie ma tu specjalnych „lansowni”.
Jest za to przyjemny klimat.
Historycznie było to miejsce spotkań Warszawskiej burżuazji. Sama nazwa „Doliny Szwajcarskiej” prawdopodobnie wywodzi się od drewnianych altan w stylu szwajcarskim wzniesionych w niegdyś obecnym tu ogrodzie.


Na sobie mam:

futerko / faux fur: Asos
czapka/ winter hat: TopShop
torba/ leather bag: Raramodo (wersja skórzana)















piątek, 3 stycznia 2014

Po co w ogóle jest ta moda?



Choć od starożytności kultury się zmieniały, to właśnie m.in ubiór pozwalał je rozróżniać, w zależności od uwarunkowań religijnych, położenia geograficznego, okoliczności historycznych itd. określał nastające epoki.
Nawet po rewolucji seksualnej mody nie wyeliminowała nagość. ;) Pomimo, że wiele osób wzbrania się przed jej sensem, nie sposób zaprzeczyć, że strój będzie nam towarzyszył zawsze. Nie tylko zabezpiecza nas przed zimnem, ale pełni tez inne funkcje. Cele mody są szeroko pojęte.


Chanel 1964



Coco Chanel projekty



Pod względem etycznym chroni naszą intymność. Podnosi godność zdobiąc człowieka, przedstawia jego range i pozycje społeczną. Uwodzi, może stanowić pewien fetysz, jest elementem seksualności. Reprezentuje nas, nasze poglądy, ideologię, a nawet stan psychiczny.
Niegdyś w lekturze dotyczącej toksycznych ludzi przeczytałam, jak ubiór , który jest odpowiednio źle dobrany może definiować człowieka. Bo przecież w obecnych czasach przyzwoity strój nie kosztuje, jak dawniej krocie i nie stanowi jedynie przywileju szlachty. Wizerunek jest odbiciem naszego stanu psychicznego. Nie mówiąc już o samym naszym ciele. Niewyspanie, stres, siedzący tryb życia, zła dieta, to wszystko odbija się na wyglądzie w pierwszej kolejności. Zasadniczo też, im jesteśmy starsi, tym bardziej musimy o to dbać. Błędnym jest tez przekonaniem, że makijaż „ukrywa”, lub „dodaje”. Oczywiście pomaga! Etymologia słowa makijaż jest taka, że wywodzi się od fr. fałszować. Niemniej nie zastąpi urody, ani zdrowia. Makijaż ,tym bardziej mocny, wygląda dobrze tylko na wypoczętej, zdrowej twarzy i musi być dodatkowo dobrze wykonany oraz dobrany. Jednym z powodów, dlaczego zatrudnia się modelki w wieku nastoletnim ,jest właśnie fakt, że nie trzeba się przy nich zbytnio „narobić."






Wracając jednak do samego ubioru. Niektórzy próbują nim coś sobie zrekompensować. Nosząc się nieadekwatnie do sytuacji, swojej budowy ciała, lub wieku. Pomijam młodzieńcze bunty i subkultury, bo to znacznie inna problematyka. Także poza tym przypadkiem, budzi to 
w naszej interpretacji dezaprobatę, nieprawdaż?
Podobnie, jeśli ktoś zakłada ubrania zniszczone i niemodne. Piszę 
o tym w znaczeniu samej schludności. Czy przebywając z kimś takim, nie czujecie się nieswojo? Obgryzione paznokcie są efektem tendencji nerwicowych, a ubiór „menela" – zaniedbania. Takiej manifestacji, że tej osobie nie zależy na samym sobie oraz na tym, jak odbierają ją inni. Czy rzeczywiście tak jest? Trudno uwierzyć mi, że ktoś nie chce czuć się ze sobą dobrze oraz być podobnie odbieranym przez innych. Trzeba by się zagłębić w psychoanalizę takiej osoby, ale na to nie mam czasu, ani kompetencji. Tak czy inaczej, coś musi być na rzeczy.



Czy rzeczywiście jesteśmy ponad modą? Nawet jeżeli się tym chełpimy, jako że jest to konsumpcjonizm, zbytek, albo inne zło,
w obecnych czasach nie unikniemy zarówno mody, jak i rozwoju technologii. Wysiłek jest dość daremny.
Przypomina mi się cytat z filmu „Diabeł ubiera się u prady".
W scenie, gdy wybierano do sesji zdjęciowej miedzy dwoma paskami
w kolorze turkusowym. Nagle bohaterka, stażystka magazynu modowego zaczyna się śmiać. W reakcji na to, pojawia się dialog. Postać grana przez Meryl Streep odpowiada:
- Czy coś Cię rozbawiło?
- Nie, nic. Chodzi tylko o to, że dla mnie oba paski wyglądają tak samo. Wciąż się uczę o tych rzeczach.
- O tych rzeczach?
Uważasz , że to Cię w ogóle nie dotyczy? Idziesz do szafy 
i wyciągasz sfilcowany ,niebieski sweter po to, by zasygnalizować światu, że traktujesz siebie zbyt poważnie by dbać o to w co się ubierasz. Ale nie wiesz ,że ten sweter jest nie tylko niebieski, nie turkusowy, nie w barwie lapislazuli. Jest modry. Jesteś nie świadoma faktu, że w 2002 roku De Larenta stworzył kolekcję modrych sukien. Potem Yves Saint Laurent pokazał serię modrych marynarek. Modrości ukazały się w 8 różnych kolekcjach, potem zdeklasowały się  w domach towarowych, by następnie smętnie dogorywać w „Cosual Corner” , gdzie nie wątpliwie wygrzebałaś to na przecenie, ale mimo to, za tym odcieniem stoją miliony dolarów oraz niezliczone etaty, więc bawi mnie twoje przekonanie, że dokonałaś wyboru, by odciąć się od świata mody. Gdy tymczasem nosisz sweter wybrany dla Ciebie przez obecne tu osoby."

Rzeczywiście im większą mamy świadomość mody, jakości tkanin, całego tego biznesu, tym bardziej możemy stać ponad tym.
Kupując na wyprzedażach „byle co”, albo coś co się „nam przyda” - przecież jest tanie, stanowi ignorancję. Zasypujemy w ten sposób swoją szafę bezużytecznymi szmatami.
Prosta jest zasadą, że im więcej wiemy, tym mniej możemy dać się zmanipulować chwytom marketingowym i oddzielić, decydować za siebie.
Pomimo, że to wszystko zdaje się być wręcz oczywiste, po ulicach nadal mnóstwo osób wygląda jak „fashion victim” kupujac nie dlatego, ze im się coś podoba, ale dlatego, ze noszą to wszyscy. Nie o to chodzi w modzie. Chociaż tego typu zachowanie jest jego pochodną. Brak gustu wyjdzie pomimo największych starań oraz pieniędzy. Tego się nie da kupić, podobnie jak dobrej samooceny. Bo od tego należy zacząć w modzie. Od naturalności i dobierania produktów ukierunkowanych dla nas. Można się modą bawić, ale nie wmawiać innym i sobie, że wyglądając źle, mamy do siebie dystans. Przesadne przekłamania urody wywodzą się z braku akceptacji siebie, chęci bycia inną osobą. Radykalne eksperymenty z urodą zabijają jedynie potencjał. Doczepki, tipsy, różowe lub niebieskie włosy, tapeta, oszpecenie i zakrycie, to przebranie cyrkowca zwracające uwagę wszystkich. Nie dlatego, że jest dobrze, ale dlatego że nie jest. :) A czy nowy kolor włosów sprawi, że będziemy innym człowiekiem? Nie. Wszystko zaczyna się od środka i dopiero wychodzi na zewnątrz.
Moda w moim rozumieniu ,to najlepsza jakość, to znajomość siebie, swoich mankamentów oraz potrzeb. To jest też definicja stylu oraz gustu. Żaden stylista nas tego nie nauczy, sterta magazynów, wykładów i innych nie sprawią abyśmy stali się sobą.
Moda jedynie ma NAS wydobyć w najlepszym tego słowa znaczeniu.

 A jak ważne dla Was jest kreowanie swojego wizerunku poprzez modę? Dziękuję za przeczytanie tekstu do końca i życzę słusznego używania mody - na swoją (przy tym innych) korzyść. Pozdrawiam! :)